KrótkoPrzeprowadzka to przeniesienie dobytku z jednego lokalu do drugiego: spakowanie rzeczy, rozkręcenie mebli, załadunek, przejazd, wniesienie i ustawienie wszystkiego na miejscu. Przy zleceniu firmie dochodzi do tego zaplanowanie kursów i ustalenie, co jedzie, a co zostaje.
Słowo brzmi prosto, ale kryje kilka osobnych prac. Samo przewiezienie rzeczy to dopiero środek. Wcześniej ktoś musi spakować drobiazgi do kartonów, rozkręcić szafy i łóżka, owinąć meble, a potem wszystko znieść, czasem z czwartego piętra kamienicy bez windy. Pod nowym adresem ta sama kolejka idzie w drugą stronę: wniesienie, skręcenie, rozstawienie pudeł po pokojach.
W branży rozróżnia się kilka odmian. Przeprowadzka lokalna mieści się w jednym mieście albo między sąsiednimi miejscowościami, na przykład z Bałut do Zgierza. Przeprowadzka z pakowaniem oznacza, że kartony pakuje ekipa, a nie klient. Przenosiny firmy liczy się według przerwy w pracy biura, nie według liczby szaf. Najmniejszą formą jest pojedynczy kurs bagażówką z kilkoma meblami.
Wielkość zlecenia mierzy się objętością rzeczy w metrach sześciennych i liczbą kursów, a nie metrażem. Kawalerka urządzona po studencku zmieści się w jednym busie. Trzy pokoje w bloku z wielkiej płyty, z meblościanką, książkami i piwnicą pełną słoików potrafią wymagać dwóch albo trzech kursów. Na czas pracy mocno wpływa dostęp: winda, szerokość klatki, miejsce na postój auta pod budynkiem.
Najczęstszy błąd to zabieranie wszystkiego jak leci. Każdy karton z rzeczami, których nikt nie używa, trzeba spakować, znieść, przewieźć, wnieść i znowu gdzieś upchnąć. Rozsądniej przejrzeć szafy kilka tygodni wcześniej, a to, co nie jedzie, sprzedać, oddać albo wywieźć jeszcze przed dniem przeprowadzki.
Na przewiezieniu rzeczy sprawa się nie kończy. Zostają formalności: zameldowanie pod nowym adresem, odczyt liczników w obu lokalach, przepisanie umów na prąd i gaz, a jeśli w rodzinie jest samochód, także zmiana adresu w dowodzie rejestracyjnym.