Blok z wielkiej płyty ma inny problem niż kamienica. Winda zwykle jest, ale jej kabina nie mieści meblościanki ani dwuosobowej wersalki, a przy remoncie dźwigu cały budynek wraca na schody. Prawdziwe zlecenia rzadko dotyczą zresztą samych mieszkań: dzwonią do nas administracje, bo korytarz piwniczny zastawiony rowerami i meblami przestał być drogą ewakuacyjną, bo suszarnia od lat służy za składzik albo bo komórka po byłym lokatorze blokuje przydział.
Wchodzimy z ekipą, sprzętem i samochodem, wynosimy wszystko wskazane w zleceniu i zostawiamy pomieszczenie zamiecione. Pracujemy również dla pojedynczych mieszkańców — jeden lokator, jedna piwnica, jedna komórka to normalne zlecenie, a nie zbyt mała sprawa.
Piwnice i komórki lokatorskie w wielkiej płycie
Korytarze piwniczne w blokach z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych są wąskie, słabo oświetlone i najczęściej zastawione po obu stronach. Boksy mają siatkowe albo deskowe ścianki, które przy wieloletnim zapełnieniu wybrzuszają się w przejście. Wynosimy zawartość partiami, kładąc na podłodze folię albo karton, żeby nie roznieść kurzu po całym poziomie, i pilnujemy, by w każdej chwili dało się przejść korytarzem.
Częste zlecenie to kilka boksów naraz — po zmianie właścicieli, po porządkach zarządzonych przez wspólnotę albo po przeglądzie przeciwpożarowym. Robimy je jednym wejściem, bo dojazd i rozstawienie się kosztują tyle samo przy jednej komórce, co przy sześciu. Rzeczy oznaczone przez lokatorów jako „zostaje” odkładamy na bok i nie ruszamy.
Suszarnie, wózkownie i korytarze
Suszarnia i wózkownia to pomieszczenia, które w projekcie budynku miały konkretną funkcję, a w praktyce od dekad są magazynem. Leżą tam stare meble, rowery bez kół, dywany, kartony po sprzęcie, resztki po remontach mieszkań i sprzęt AGD, którego nikt się nie przyznaje. Opróżnienie takiego pomieszczenia zwykle mieści się w jednym dniu roboczym i pozwala przywrócić mu pierwotne przeznaczenie.
Przy częściach wspólnych decyzję o usunięciu rzeczy podejmuje wspólnota albo zarządca — zwykle po wcześniejszym wezwaniu mieszkańców do zabrania swojego mienia i po sporządzeniu protokołu. My wchodzimy dopiero z takim zleceniem i możemy udokumentować zdjęciami stan przed pracą oraz po niej. To nie jest porada prawna, tylko opis tego, jak wygląda typowy przebieg zlecenia od administracji.
Współpraca ze wspólnotą i spółdzielnią
Zarządcy potrzebują trzech rzeczy: terminu, który nie koliduje z życiem budynku, dokumentu do rozliczenia i pewności, że odpady trafią tam, gdzie trzeba. Termin ustalamy z administracją i staramy się pracować w godzinach, w których na osiedlu jest najmniej ruchu. Samochód stawiamy tak, żeby nie zajmować miejsc postojowych mieszkańców dłużej niż to konieczne, a przy dużych zleceniach dzielimy pracę na kursy.
Wystawiamy fakturę, a na życzenie dokument potwierdzający przekazanie odpadów uprawnionemu odbiorcy. Meble, sprzęt elektryczny i elektroniczny oraz gruz rozdzielamy na frakcje, bo trafiają do różnych punktów. Wycena jest bezpłatna i przygotowujemy ją na podstawie zdjęć albo obejrzenia pomieszczeń na miejscu; zasady liczenia opisaliśmy na stronie cennika.
Granice zlecenia. Czego nie robimy: nie wykonujemy dezynsekcji, deratyzacji ani ozonowania piwnic, nie zdejmujemy azbestu, nie prowadzimy wyburzeń i nie zajmujemy się odpadami medycznymi. Nie osuszamy też zalanych pomieszczeń — możemy z nich wynieść wszystko, co nasiąkło wodą, ale samo osuszanie to zadanie dla firmy z odpowiednim sprzętem.
Opróżnianie piwnic w bloku, opróżnianie komórek lokatorskich, sprzątanie korytarzy piwnicznych, wywóz gabarytów z wózkowni i suszarni — takie zlecenia realizujemy na osiedlach Łodzi, Pabianic, Zgierza i Aleksandrowa Łódzkiego, zarówno dla administracji, jak i dla pojedynczych mieszkańców. Jeśli przygotowujesz budynek do przeglądu przeciwpożarowego, napisz, ile boksów i pomieszczeń wchodzi w grę — od tego zaczynamy wycenę.
Kwot na tej stronie nie podajemy, bo zależą od objętości, piętra i dojazdu. Zasady wyceny opisaliśmy w cenniku, a wycena konkretnego zlecenia jest bezpłatna i niezobowiązująca.