Pustostan to nie jest po prostu puste mieszkanie. To lokal, który stał zamknięty przez lata i przez ten czas żył własnym życiem: kurz osiadł warstwą na wszystkim, wilgoć wypaczyła płyty meblowe i podniosła panele, papier i tektura zbutwiały, a to, co zostawili poprzedni lokatorzy, leży dokładnie tam, gdzie zostało położone. Otwarcie takich drzwi to zawsze niespodzianka i planujemy pracę z założeniem, że w środku będzie więcej, niż widać na zdjęciach.
Takie zlecenia dostajemy od właścicieli, którzy odzyskali lokal, od spadkobierców, od zarządców nieruchomości i od inwestorów kupujących mieszkanie do remontu. Zakres jest zwykle podobny: wynieść wszystko, uprzątnąć i oddać lokal w stanie, w którym da się wejść z miarką i policzyć remont.
Kurz, wilgoć i to, co po latach zostaje z rzeczy
W lokalu zamkniętym przez kilka lat pył jest wszędzie i unosi się przy każdym ruchu — dlatego pracujemy w maskach przeciwpyłowych i rękawicach, a drogę wynoszenia zabezpieczamy folią albo kartonem. Meble z płyty, które nasiąkły wilgocią, są znacznie cięższe niż wyglądają i często rozpadają się przy podnoszeniu; rozbieramy je wtedy na miejscu, zamiast ryzykować, że rozsypią się na schodach.
Tekstylia, materace i tapicerka po latach w wilgotnym pomieszczeniu nadają się wyłącznie do utylizacji. Papier, książki i dokumenty przeglądamy pobieżnie pod kątem rzeczy, które mogą mieć znaczenie dla właściciela — dokumenty, zdjęcia i pamiątki odkładamy na bok i oddajemy zlecającemu, zamiast decydować za niego, co jest ważne.
Praca w lokalu bez prądu i wody
W pustostanach licznik bywa zdjęty, a woda odcięta. To zmienia organizację pracy: wchodzimy z własnym oświetleniem akumulatorowym, planujemy pracę na godziny dzienne tam, gdzie to możliwe, i przywozimy wodę do mycia podłóg. Brak prądu oznacza też brak działającej windy w części budynków, więc z góry zakładamy znoszenie po schodach.
Jeśli lokal jest zawilgocony na tyle, że widać zacieki i wykwity, mówimy o tym otwarcie. Możemy wynieść wszystko, co nasiąkło, i umyć podłogi, ale nie osuszymy pomieszczenia ani nie usuniemy przyczyny wilgoci — to zadanie dla firmy z osuszaczami i dla fachowca, który znajdzie źródło problemu.
Efekt: lokal gotowy do oględzin
Po zakończeniu pracy lokal jest pusty, zamieciony i z umytymi podłogami. Tyle wystarczy, żeby wpuścić rzeczoznawcę, ekipę remontową albo potencjalnego kupującego, i tak też opisujemy efekt — bez obiecywania, że mieszkanie będzie wyglądać jak po remoncie. Zacieki, odparzone tynki i zużyte podłogi to materiał na prace budowlane, a nie na sprzątanie.
Na życzenie robimy dokumentację zdjęciową przed rozpoczęciem i po zakończeniu, co przy pustostanach jest szczególnie przydatne — właściciel często widzi wnętrze pierwszy raz od lat właśnie na naszych zdjęciach. Wystawiamy fakturę i potwierdzenie przekazania odpadów. Wycena jest bezpłatna; zasady liczenia opisaliśmy na stronie cennika.
Granice zlecenia. Czego nie robimy: nie prowadzimy dezynsekcji, deratyzacji, ozonowania ani sprzątania tanatologicznego, nie osuszamy pomieszczeń, nie usuwamy pleśni z przegród budowlanych, nie zdejmujemy azbestu i nie zajmujemy się odpadami medycznymi. Jeśli lokal wymaga którejś z tych usług, mówimy o tym przy oględzinach i wskazujemy, jakiej firmy szukać — zamiast przyjmować zlecenie, którego nie wykonamy.
Sprzątanie pustostanu, opróżnianie mieszkania stojącego pusto od lat, wywóz rzeczy po poprzednich lokatorach, uprzątnięcie lokalu przed remontem albo sprzedażą — takie zlecenia realizujemy w Łodzi i okolicach, najczęściej w starych kamienicach i w lokalach odzyskanych przez właścicieli po latach. Przy zapytaniu przyda się kilka zdjęć z progu i informacja, czy w lokalu jest prąd.
Kwot na tej stronie nie podajemy, bo zależą od objętości, piętra i dojazdu. Zasady wyceny opisaliśmy w cenniku, a wycena konkretnego zlecenia jest bezpłatna i niezobowiązująca.